Recenzja „Mroczne sigile. Czego pragnie magia” Anna Benning

Ta jedna walka miała odmienić jej życie, odmieniła przyszłość obu światów. Rayne została zmuszona do amatorskich pojedynków sigilami – tajemniczymi przedmiotami zawierającymi magię. Jednak nadszedł czas na ostatnie zwycięstwo, po którym ucieknie z najlepszą przyjaciółką z dala od sierocińca i Londynu. Rayne, chociaż nie ma szans, wygrywa walkę i na oczach Najwyższych, uwalnia magię…

W tym przypadku nie zabrakło fantazji, może trochę lepszej bohaterki. Rayne jest nieco naiwna, nierozważna, ma swoje priorytety, które wyskakują nie wiadomo skąd w środku jej rozważań i tak samo szybko znikają. Nie jest typem osoby, której się kibicuje, chociaż nie umiem określić dlaczego. Chyba czegoś po prostu zabrakło. Zdarza się, dość często.

Historia podoba mi się , widać pomysł, zalążek intrygi, wystarczy to teraz dobrze poprowadzić. Moją ciekawość budzą zwłaszcza motywację niektórych bohaterów oraz ile oni tak naprawdę wiedzą. Bo to, że każdy coś ukrywa przed Rayne jest oczywiste jak brak pulsu u zmarłego.

To, co mi przeszkadza, to z kolei dzielenie książki na części. Jest to krojenie fabuły, które nic nie wnosi, a potrafi namieszać. (Mała dygresja: Ballada ptaków i węży jest tak podzielona i w każdej części bohater cudownie zmienia swoje podejście. Nie w jej trakcie, tylko na łączeniu. Na końcu jednej części ją kocha, a na początku drugie, biega po lesie, żeby ją zamordować.)

Ogólnie, książkę czyta się szybko i dobrze. Wszystko jest spójne, nie ma błędów. Lekko wkurzająca bohaterka, ale do przeżycia (o ile się żyje:)). Zobaczymy co przyniosą następne tomy. No i nie można nie wspomnieć o cudownej okładce – grafiku, odwaliłeś kawał dobrej roboty.

Książka Mroczne sigile. Czego pragnie magia leży pod kątem