Recenzja „Ostatnia opadła gwiazda” Graci Kim
Największym marzeniem Riley jest zostać pełnoprawnym członkiem klanu Gom. Jako adoptowane dziecko bez magicznych mocy, niestety, nie jest to możliwe. Razem z siostrą Hattie, marzą o otworzeniu wspólnej lecznicy i pomaganiu innym. Przez zupełny przypadek, okazuję się, że marzenia Riley mogą się spełnić. Istnieje zaklęcie, które może czasowo przekazać moc drugiej osobie. Kiedy zaklęcie zawodzi, a na jaw wychodzi wielka tajemnica, Hattie i Riley postanawiając zrobić coś zakazanego. Chcą poprosić o moc samą boginię…
Znowu czuję mitologiczny niedosyt. Widać, że tradycją w cyklu „Rick Riordan przedstawia” jest duża ilość akcji i mała ilość czasu. Bohaterowie muszą uratować świat w kilka godzin lub dni, bo inaczej zapanują chaos i potwory. Tutaj, dopiero pod koniec dowiadujemy się, że świat jest również zagrożony.
Riley jest wyrzutkiem. Zna wszystkie zaklęcia uzdrawiające, ale nie może ich użyć. Dzieci z innych klanów za nią nie przepadają, niektóre ją wyśmiewają. Riley nauczyła się nie wtrącać, stać z boku i obserwować. Tylko tak mogła przetrwać w świecie, do którego nie należała. Dlatego szansa na magię, zostanie szamanką było spełnieniem wszystkich marzeń.
Znowu wracamy do dobrych książek. Akcja poprzetykana rozmyślaniami. Riley, która w trakcie opowieści dorasta, zmienia się. Z szarej myszki musi się stać osobą zdolną do podjęcia trudnych decyzji i uratowania siostry. Raz za razem poświęca się, wybiera dobro innych, zamiast swojego. I zakończenie, zaskakujące i pełne nadziei. Jak dotąd, chyba najlepsza część cyklu.
