Recenzja „Smoczej perły” Yoon Ha Lee
Min bywa porywcza. Na przykład wtedy, kiedy uderzyła patelnią wojskowego śledczego, bo oskarżył jej brata o dezercję. Albo wtedy, kiedy uciekła z domu w poszukiwaniu brata, bo inaczej trafiłaby do rodziny na drugi koniec planety. Min nie można odmówić też sprytu. Jako lis potrafi przybierać różne kształty oraz omamiać inne istoty, a to w jej przedsięwzięciu okaże się niezbędne. Niestety, jej misja okaże się nierozerwalnie złączona z odnalezieniem zaginionego artefaktu – smoczej perły…
Min nie można odmówić wielu umiejętności: zaradności, adaptacji, ale też manipulacji. Jej moc okazuje się kluczowa podczas misji, chociaż dziewczyna nie miała wielu okazji, żeby ćwiczyć ją w domu. A jednak, całkiem nieźle idzie jej wyprowadzenie w pole kolejnych mieszkańców kosmosu.
Niezwykłe jest połączenie mitologii koreańskiej czyli lisów, smoków i magii z kosmosem, znanym raczej z gatunku science fiction. Jednakże nietuzinkowe połączenie jak najbardziej się sprawdziło. Magia w kosmosie nie wywołała zgrzytu, którego można by się spodziewać. Obecność goblinów, tygrysów oraz statków, przez które przepływa energia gi, niezbędna do poprawnego funkcjonowania. Duchy, które mogą przeklnąć coś lub przynieść pecha, a tuż obok blastery, napędy skokowe i lasery. Wszystko to się przenikało, było wiarygodne, mimo nieoczywistego połączenia.
Muszę przyznać, że to dobra książka. Jest charyzmatyczna główna bohaterka i cel, który jej przyświeca. Przyjaciele i wrogowie, zdrady i tajemnice. Do tego dochodzi lisia natura Min, która nie jest mile widziana przez resztę kosmosu. To wszystko składa się na zaskakująco, dobrą opowieść.
