Recenzja „Zakazane życzenie” Jessica Khoury

Historia Aladyna napisana na nowo. Dżin Zahra od czterech tysięcy lat ma jedno zadanie – spełniać trzy życzenia swóich panów. Jednak w głębi duszy pragnie wolności od lampy, więc kiedy nadarza się okazja, żeby wielki Nardukha zwrócił jej wolność, Zahra nie waha się ani chwili. Ale to co wydawało się proste, nagle niezwykle się komplikuje, gdy jej serce zabije mocniej do pewnego śmiertelnika…

Opowieść stara jak świat. Romans, przy którym można parę razy wywrócić oczami (gdyby się miało gałki oczne, oczywiście), ale niepodważalnie ma swój urok. Zwłaszcza rozbudowana historia głównej bohaterki robi wrażenie. Myślę, że zmiana głównej postaci z Aladyna na Zahre jest jak najbardziej na plus. Dzięki temu, całość zyskała głębszą perspektywę, a nie tylko tu i teraz.

Niestety, muszę się przyczepić  końcówki, która była nieco wyssana z palca. Jakieś wcześniejsze podprowadzenie, że tak można, byłoby mile widziane. Stwierdzenie Nardukhi, że Zahra nie jest pierwszą, której się to udało, pojawia się zdecydowanie za późno. Podobnie jest z wyjaśnieniem zagadki pierścienia. To było bardzo naciągane, ale rozumiem, że autorka nie miała lepszego pomysłu, żeby uzyskać pożądany efekt. 

Pomimo kilku niedoskonałości, książkę czyta się bardzo szybko, fabuła jest ciekawa, zwłaszcza, że od początku kibicuje się Zahrze w osiągnięciu jej celu. Dobra historia na odmóżdżenie się (polecam, nawet ze zgniłym mózgiem).

Książka zakazane życzenie ułożona pod kątem.